18 lipca 2026 roku automatyczna stacja meteorologiczna we francusko-włoskiej bazie Concordia odnotowała minus 84,1 stopnia Celsjusza. Tak zimno na Ziemi nie było od 2012 roku, kiedy to na rosyjskiej stacji Wostok zanotowano minus 84,2 stopnia.
Nie był to jednak rekord i w tym miejscu należy unikać przesady. Własne minimum stacji Concordia – minus 84,7 stopnia – ustanowiono 13 sierpnia 2010 roku; zabrakło sześciu dziesiątych stopnia. Spośród wszystkich odczytów stacji od początku obserwacji w 2005 roku, lipcowy wynik jest trzeci. Zimą regularnie bywa tu poniżej minus 80 stopni, a sama w sobie liczba ta nie odbiega od sezonowego obrazu.
Nie można jednak nazwać tego wydarzeniem bez znaczenia. „Nawet tutaj, gdzie silny mróz jest czymś normalnym, temperatura poniżej minus 84 stopni pozostaje niezwykła” – powiedział portalowi Live Science Gabriele Carugati, kierownik zmiany, chemik atmosferyczny i glacjolog z włoskiego Narodowego Programu Badań Antarktycznych. Według niego, takie epizody pokazują, jak bardzo zmienna pozostaje pogoda na kontynencie.
Aby słupek rtęci spadł tak nisko, musiało zbiec się ze sobą kilka warunków, i w lipcu wszystkie one zaistniały. Stacja znajduje się na Kopule C — wyniesieniu Płaskowyżu Wschodnioantarktycznego, na wysokości 3230 metrów, około tysiąca kilometrów od najbliższego brzegu, więc łagodzący wpływ Oceanu Południowego tu nie dociera. Pod budynkami znajduje się ponad trzy kilometry lodu. Panuje noc polarna: słońce nie pojawia się nad horyzontem przez około sto pięć dni, a dopływ energii z zewnątrz jest równy zeru. Powietrze było przy tym ekstremalnie suche – Wschodnioantarktyczny Lądolód jest nie tylko zimny, ale to także jeden z najbardziej suchych obszarów na planecie, a para wodna to główny gaz zatrzymujący ciepło. Dodajmy do tego bezchmurne niebo i stabilny antycyklon bez mieszania się powietrza, a ciepło ulatuje z powierzchni prosto w kosmos, niezatrzymywane przez nic.
Dane źródłowe z 18 lipca dostarczył Francuski Instytut Polarny imienia Paula-Émile’a Victora, który zarządza stacją wspólnie z Włochami. Odczyt minus 84,1 stopnia został zarejestrowany dwukrotnie, w odstępie dziewięciu minut – o 6:25 i 6:34 rano.
Concordia nazywana jest najbardziej odizolowanym zamieszkałym punktem na planecie, i nie jest to przenośnia. Z nadejściem zimy nie ląduje tu żaden samolot: ani w celu dostarczenia zapasów, ani ewakuacji ludzi. Najbliżsi sąsiedzi to ci sami polarnicy ze stacji Wostok, oddalonej o sześćset kilometrów.
Właśnie dlatego stacja jest wykorzystywana jako naziemny analog dalekiej ekspedycji kosmicznej: zamknięta grupa, z której nie można wyjść, cztery miesiące bez światła, niemożność ewakuacji, a na dodatek chroniczny niedobór tlenu – atmosfera polarna jest bardziej rozrzedzona niż na tej samej wysokości w umiarkowanych szerokościach geograficznych, a organizm pracuje tak, jakby stacja znajdowała się znacznie wyżej niż jej 3230 metrów. Europejska Agencja Kosmiczna utrzymuje tu lekarza-badacza podczas każdej zimy, a zimujący od dawna są nazywani „lodowymi astronautami”.
Absolutne minimum bezpośrednich pomiarów nadal należy do stacji Wostok: minus 89,2 stopnia, 21 lipca 1983 roku. Tę liczbę uznaje Światowa Organizacja Meteorologiczna, i przez ponad czterdzieści lat nikt jej nie pobił. Satelity, co prawda, zarejestrowały również minus 98 stopni we Wschodniej Antarktydzie – według badania z 2018 roku opublikowanego w Geophysical Research Letters. Jednak tych liczb nie można bezpośrednio porównywać: satelita mierzy temperaturę powierzchni śniegu, a stacja meteorologiczna – powietrza na wysokości dwóch metrów. Sami autorzy pracy przeliczyli swoje minus 98 stopni na ekwiwalent temperatury powietrza i uzyskali około minus 94 stopni z marginesem błędu czterech stopni.
Sąsiedztwo antarktycznego mrozu z letnim upałem półkuli północnej wydaje się paradoksem tylko na pierwszy rzut oka. Jak wyjaśnia Carugati, zmiana klimatu to długoterminowy trend globalny, a poszczególne sytuacje pogodowe mogą jednocześnie powodować wyjątkowy chłód w jednym miejscu i ekstremalne upały w innym. Jedno drugiemu nie zaprzecza: stabilny antycyklon nad płaskowyżem, który rozproszył chmury i pozwolił ciepłu uciec w kosmos, to lokalny mechanizm, który doskonale współistnieje z ogólnym ociepleniem.
Tym bardziej że rekordy na Concordii ustanawiane są w obie strony. 18 marca 2022 roku ta sama stacja odnotowała minus 11,5 stopnia Celsjusza – to około 38 stopni powyżej normy sezonowej. Najzimniejsze miejsce na Ziemi, gdzie termometr może podskoczyć prawie o cztery dziesiątki stopni w górę, stanowi materiał dla modeli klimatycznych nie mniej cenny niż lipcowe minus 84 stopnie.

