W porcie Rotterdam, największym europejskim hubie biopaliw, ceny biodiesla dla żeglugi spadły w tym tygodniu do historycznego minimum. Według danych Argus w poniedziałek tona kosztowała zaledwie 985 dolarów — najmniej w całym okresie obserwacji.
Cena odbiła się do 1240 dolarów, ale wciąż pozostaje wyraźnie niższa od kosztu oleju napędowego do silników okrętowych. Ten w tym tygodniu jest notowany po 1528,50 dolarów za tonę, choć jeszcze w lutym, przed wybuchem konfliktu w Iranie, kosztował 714,50 dolarów.
Spadek cen biodiesla tłumaczy się działaniami producentów: obniżają oni ceny, aby zwiększyć sprzedaż i zrealizować cele UE w zakresie redukcji emisji. Jednocześnie tradycyjne paliwo drożeje z powodu zakłóceń w dostawach na Bliskim Wschodzie.
Gdy do kosztu doliczy się wydatki na uprawnienia do emisji dwutlenku węgla zgodnie z przepisami UE i unijnym systemem handlu emisjami, biodiesel okazuje się tańszy od niemal wszystkich zwykłych paliw okrętowych. To rzadka sytuacja, która już doprowadziła do wzrostu sprzedaży w Rotterdamie w drugim kwartale 2026 roku.
Żegluga odpowiada za około trzech procent globalnych emisji gazów cieplarnianych. Na razie biopaliwo zajmuje jedynie 0,6 procent światowego rynku paliw okrętowych, a popyt na zaawansowany nierozcieńczony biodiesel w Rotterdamie Argus szacuje na 250 tysięcy ton na cały 2026 rok.
Analitycy Argus zauważają, że taka przewaga cenowa powinna skłonić armatorów do zrewidowania strategii. Czy zmieni to jednak długoterminowe plany branży, pokaże czas.
Na razie spadek cen biodiesla i wzrost cen tradycyjnego paliwa tworzą nieoczekiwaną zachętę ekonomiczną do bardziej ekologicznych rozwiązań właśnie tam, gdzie presja regulacyjna UE jest już odczuwalna najsilniej.




