Czerwone meduzy na niebie nad Korsyką: jak fotograf uchwycił błyski, których niemal nie da się zobaczyć

Autor: Uliana S

Czerwone sprite’y nad Korsyką (Francja). Fotograf Florian Riou.

Nocne niebo nad małą korsykańską wioską Montemaggiore nagle rozświetliło się dziwnym czerwonym światłem. Gigantyczne rozgałęzione struktury, przypominające meduzy lub widmowe macki, zawisły nad domami. Błysnęły i zniknęły tak szybko, że oko ledwie zdążyło je zarejestrować. Francuski fotograf Florian Riou, który wcześniej wybrał miejsce zdjęciowe, zdołał uchwycić te kadry. Wkrótce zdjęcia rozeszły się po sieci i sprawiły, że tysiące ludzi zamarły przed ekranami.

Czerwone sprite’y nad Korsyką (Francja). Fotograf Florian Riu.

Były to czerwone sprajty — rzadkie wyładowania elektryczne powstające wysoko nad chmurami burzowymi. Pojawiają się na wysokości od 40 do 90 kilometrów, w mezosferze, tam, gdzie atmosfera jest już zupełnie rozrzedzona. W przeciwieństwie do zwykłych piorunów sprajty biją nie w dół, ku ziemi, lecz w górę. Wywołują je szczególnie silne dodatnie wyładowania wewnątrz burzy. Pole elektryczne wzbudza cząsteczki azotu, a te rozbłyskują charakterystycznym czerwonym światłem. Zjawisko trwa zaledwie kilka milisekund. Ludzkie oko niemal nie jest w stanie go zatrzymać bez specjalnej techniki.

Czerwone duszki nad Morzem Śródziemnym w zwolnionym tempie. Fotograf Кристоф Суарес.

Riou sfilmował sprajty z Korsyki, choć burza szalała daleko — u wybrzeży Neapolu lub w rejonie Barcelony, w odległości setek kilometrów. Wioska w kadrze stwarza zwodnicze wrażenie bliskości: czerwone struktury wydają się zawieszone tuż nad dachami, choć w rzeczywistości są ogromne. Jeden sprajt może obejmować do stu kilometrów średnicy, a jego nitkowate odgałęzienia ciągną się na dziesiątki kilometrów. Właśnie ta gra skali sprawia, że zdjęcia są tak hipnotyzujące.

Podobne kadry w tych samych dniach wykonał także inny obserwator — Christophe Suarez. Sfilmował sprajty nad Morzem Śródziemnym, zwalniając zapis czterokrotnie. Na nagraniu dobrze widać, jak czerwone błyski na chwilę zamieniają nocne niebo w fantastyczny pejzaż. Takie ujęcia udają się rzadko: trzeba znaleźć się we właściwym miejscu, we właściwym czasie, z przygotowanym aparatem i czystym horyzontem.

Sprajty odkryto stosunkowo niedawno. Pierwsze wiarygodne obserwacje pochodzą z 1989 roku, choć piloci opowiadali o dziwnych błyskach nad burzami już wcześniej. Dziś zalicza się je do klasy przejściowych zjawisk świetlnych górnej atmosfery. Nie stanowią zagrożenia dla ludzi na ziemi, ale pozostają jednym z najbardziej tajemniczych przejawów elektryczności atmosferycznej. Naukowcy wciąż badają, w jaki sposób ładunek jest przenoszony na takie wysokości i dlaczego czasami błyski okazują się tak jasne, że można je dostrzec nawet gołym okiem.

Kadry Riou i Suareza pokazują nam niebo, którego zwykle nie zauważamy. Tam, nad znajomymi chmurami, toczy się własne ciche elektryczne życie. Czerwone meduzy pojawiają się i znikają w ułamku sekundy, pozostawiając po sobie tylko pytania i nieliczne fotografie. I za każdym razem, gdy komuś udaje się je uchwycić, wydaje się, jakby zasłona na chwilę się uchyliła, odsłaniając przed wzrokiem jeszcze jedną ukrytą warstwę naszej planety.

34 Wyświetlenia

Komentarze

Czy znalazłeś błąd lub niedokładność?Rozważymy Twoje uwagi tak szybko, jak to możliwe.