W Pekinie, gdzie nie pojawiał się od 11 lat, Novak Djoković rozpoczął turniej od zwycięstwa, które wygląda nie tylko jak wynik, lecz jak sprawdzian wytrzymałości w wieku 39 lat.
Serbski tenisista pokonał Portugalczyka Nuno Borgesa w stosunku 6:3, 7:6 (7:2) i przedłużył swoją nieskazitelną serię w China Open do 30 zwycięstw z rzędu. To pierwsze zwycięstwo Djokovicia po półfinale Wimbledonu w lipcu, po którym nastąpiły porażki w Cincinnati i na US Open.
Mecz okazał się trudny: w drugim secie przy stanie 2:3 Djoković wziął przerwę medyczną z powodu problemów z barkiem i plecami. Rozciągał się rakietą między gemami, ale zdołał odwrócić losy spotkania w tie-breaku, w którym pokazał najlepszą grę.
Dla 24-krotnego mistrza Wielkiego Szlema Pekin zawsze był szczególnym miejscem — sześć tytułów od 2009 do 2015 roku. Powrót po długiej przerwie i niedawnych niepowodzeniach stawia pytanie, na ile ciało pozwala jeszcze walczyć o siódmy tytuł w tym turnieju.
Djoković sam zauważył, że w pierwszym secie serwował pewnie, a w drugim musiał walczyć o świeżość. Zwycięstwo nad Borgesem, który prowadził w gemach w drugiej partii, pokazało, że nawet w niedoskonałej formie Serb znajduje zasoby na kluczowe momenty.
Następnym rywalem jest chiński zawodnik z dziką kartą Bu Yunchaokete. Dla Djokovicia to nie tylko mecz, lecz możliwość zrozumienia, czy wystarczy mu sił, by przejść cały turniej i co oznacza jego obecność w Azji dla kariery u schyłku.


