Drobni lodowi wędrowcy za Neptunem zachowali pamięć o narodzinach Układu Słonecznego

Autor: Uliana S

Drobni lodowi wędrowcy za Neptunem zachowali pamięć o narodzinach Układu Słonecznego-1
Koncepcja artystyczna ukazuje obiekt transneptuniański, małe, słabe, lodowe ciało, które krąży wokół Słońca poza orbitą Neptuna. (Artwork: NASA, ESA, Leah Hustak (STScI)).

W najdalszych zakątkach naszego Układu Słonecznego, daleko za orbitą Neptuna, cicho krążą drobne lodowe ciała — obiekty transneptunowe. Większość z nich jest setki milionów razy ciemniejsza od najsłabszych gwiazd widocznych gołym okiem. I oto po raz pierwszy astronomowie zdołali zajrzeć w tę ciemność za pomocą dwóch teleskopów kosmicznych — Hubble'a i Jamesa Webba — i odkryli 27 nowych, niezwykle ciemnych obiektów. Jeden z nich świeci tak słabo, jak rój świetlików na Księżycu, patrząc z Ziemi. Najmniejszy ma średnicę zaledwie około pięciu kilometrów.

Te ciała to zamarznięte „cegiełki” planet. Kiedyś dysk pyłu i kamyków wokół młodego Słońca zaczął zlepiać się w planetozymale wielkości miasta. Bliżej centrum układu rosły dalej i przekształcały się w planety. A za Neptunem ten proces się zatrzymał. Tam do dziś latają prawie nietknięte pozostałości tamtej epoki — lodowi świadkowie narodzin światów.

Naukowcy podzielili obiekty na dwie grupy. „Zimne” do dziś poruszają się po prawie kołowych orbitach w płaszczyźnie Układu Słonecznego — tam, gdzie powstały. „Gorące” kiedyś uformowały się bliżej, między Uranem a Neptunem, a potem giganci w swojej migracji wyrzucili je na zewnątrz na wydłużone, nachylone trajektorie. Oczekiwano, że małe ciała obu grup musiały wielokrotnie zderzać się, a ich powierzchnie powinny się zmienić. Kolory — swoiste odciski palców składu — powinny różnić się od kolorów większych sąsiadów.

Ale obserwacje pokazały co innego. Nawet najmniejsze obiekty zachowały te same kolory i proporcje, co ich więksi pobratymcy. Wydają się „pamiętać”, z czego i gdzie zostały zrobione. Zderzenia albo zdarzały się rzadziej, niż sądzono, albo powierzchnie w jakiś sposób utrzymały pierwotny skład. Rozkład rozmiarów w obu populacjach również okazał się prawie taki sam — chociaż obiekty formowały się w różnych warunkach dysku. A samych drobnych ciał okazało się mniej, niż przewidywały niektóre modele.

Hubble łapał światło widzialne, Webb — podczerwone. Tylko razem mogły zarówno odkryć te ledwo zauważalne punkty, jak i zrozumieć, czym są. Powstał najgłębszy jak dotąd przegląd obiektów transneptunowych.

Wszystko to dzieje się w ogromnej, prawie pustej rubieży układu, gdzie lodowe odłamki krążą miliardy lat, przechowując dokładny odcisk tego, jak z chaosu pyłu i lodu zebrały się planety, na jednej z których pojawiło się życie. Wszechświat jest tak urządzony, że nawet najsłabsze, najdalsze i najzimniejsze jego zakątki wciąż opowiadają historię, która zaczęła się prawie cztery i pół miliarda lat temu. A my dopiero uczymy się ją czytać.

25 Wyświetlenia

Komentarze

Czy znalazłeś błąd lub niedokładność?Rozważymy Twoje uwagi tak szybko, jak to możliwe.