Dwóch kluczowych przedstawicieli amerykańskiego Systemu Rezerwy Federalnej dało w tym tygodniu do zrozumienia, że nie ma potrzeby spieszyć się z kolejną podwyżką stóp procentowych w październiku. Ich komentarze wyraźnie ostudziły oczekiwania rynku.
Prezes Federalnego Banku Rezerwowego Nowego Jorku John Williams powiedział we wtorek, że „nie ma potrzeby pilności” przy zmianie obecnej polityki pieniężnej. Jego zdaniem jedna dodatkowa podwyżka stóp może okazać się właściwa bliżej końca roku.
Wiceprzewodniczący Fed Philip Jefferson w czwartek rozwinął tę myśl. Podkreślił, że wszelkie przyszłe korekty polityki powinny opierać się na wnikliwej analizie danych, zmieniających się prognoz i bilansu ryzyk. „Moim kolegom i mnie potrzeba czasu, aby dojść do własnego osądu” — zauważył Jefferson.
Rynki szybko zareagowały. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp na posiedzeniu 27–28 października, według szacunków traderów, spadło do około 25 % — wobec 70 % na początku tygodnia. W środę opublikowano dane dotyczące indeksu PCE: w sierpniu wzrósł on o 3,4 % w ujęciu rocznym — tyle samo co w lipcu, i wciąż znacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 %.
We wrześniu Fed już podniósł docelowy przedział stóp o ćwierć punktu procentowego — do 3,75–4 %. Wówczas regulator prognozował jeszcze jedną podwyżkę do końca roku. Teraz większość brokerów oczekuje, że nastąpi ona raczej w grudniu.
Nie wszyscy urzędnicy Fed mają takie samo nastawienie. Prezes Fed z Dallas Lorie Logan uważa, że potrzebne będzie jeszcze co najmniej 50 punktów bazowych podwyżki. Prezes Fed z Minneapolis Neel Kashkari z kolei nie ma zdecydowanego zdania co do tego, czy należy działać właśnie w październiku.
Następnym ważnym punktem odniesienia jest raport o zatrudnieniu za wrzesień, który ukaże się w piątek. Ale już teraz widać, że Fed ma przestrzeń, by poczekać na nowe dane. Pytanie tylko, na ile te dane zmienią obraz sytuacji do końca roku.


