„Kangur” na ulicach Holandii: policja ścigała zbiegłego wallabiego

Autor: Svitlana Velhush

XYTO Media

Mieszkańcy małej holenderskiej miejscowości Middenmeer poczuli się niespodziewanie jak w Australii: po ulicach i okolicach osady swobodnie spacerował wallabi – mały krewny kangura.

Rankiem 19 lipca 2026 roku miejscowy mieszkaniec zgłosił policji, że zauważył nietypowe zwierzę w pobliżu boisk piłkarskich. Przybyli na miejsce funkcjonariusze potwierdzili: po Middenmeerze faktycznie skacze wallabi, przypuszczalnie zbiegły z prywatnej posesji.

Złapanie okazało się niełatwe

Początkowo policja nie znała ani imienia zwierzęcia, ani jego właściciela. Najbliższe zoo i parki zwierząt poinformowały, że wszystkie ich wallabi są na miejscu, dlatego funkcjonariusze przyjęli, że uciekiniera posiadał prywatny właściciel.

Policja opublikowała zdjęcie niezwykłego podróżnika i poprosiła mieszkańców o informowanie o wszystkich jego ruchach. Samodzielne łapanie wallabiego było odradzane: przestraszone zwierzę mogło gwałtownie zmienić kierunek ruchu i wybiec na drogę.

Kierowców i rowerzystów również wezwano do zachowania szczególnej ostrożności. Mało kto, wybierając się rano do pracy, spodziewa się zobaczyć przed sobą skaczącego „mini-kangura”.

Sam wallabi tymczasem najwyraźniej nie zamierzał dobrowolnie się poddać. Szybko przemieszczał się po ulicach i otwartych terenach, kilkukrotnie wymykając się goniącym go policjantom.

Pościg z weterynarzem

Później okazało się, że uciekiniera zwano Skippy. Aby bezpiecznie zakończyć pościg, policjanci zwrócili się o pomoc do weterynarza.

Specjalista wystrzelił w zwierzę z darta ze środkiem uspokajającym. Po tym, jak lek zaczął działać, policjanci mogli zbliżyć się do Skippy’ego, delikatnie go zabrać i przekazać właścicielowi. Zwierzę nie ucierpiało i bezpiecznie wróciło do domu.

Dlaczego wallabi znalazł się u prywatnego właściciela?

Od lipca 2024 roku w Holandii zabroniono nabywania nowych wallabich do hodowli jako zwierząt domowych. Jednak właścicielom, którzy posiadali takie zwierzęta przed wprowadzeniem zakazu, wolno było je zatrzymać. Prawdopodobnie Skippy należy właśnie do tej kategorii.

Niezwykły spacer zakończył się pomyślnie: wallabi wrócił do właściciela, mieszkańcy otrzymali historię, którą jeszcze długo będą opowiadać sąsiadom, a policja – jeden z najbardziej egzotycznych pościgów w swojej praktyce.

Tego dnia ulice Middenmeer na krótko zamieniły się w australijskie pustkowia, a Skippy udowodnił, że nawet mały wallabi jest w stanie sprawić, że będzie za nim biegał cały oddział policji.

14 Wyświetlenia

Czytaj więcej artykułów na ten temat:

Czy znalazłeś błąd lub niedokładność?Rozważymy Twoje uwagi tak szybko, jak to możliwe.