Metallica oficjalnie przeszła do historii. 1 października 2026 roku legendarna grupa otworzyła swoją rezydencję Life Burns Faster w Sphere i została pierwszym zespołem metalowym, który wyszedł na scenę tej wyjątkowej kopuły.
Sphere to nie tylko obiekt. To spójna kopuła o wysokości około 112 metrów (mniej więcej 20–30 pięter) i wartości 2,3 miliarda dolarów. Na żywo wygląda po prostu nierealnie: gigantyczna kula, w całości pokryta ekranami LED, która nocą zamienia się w żywą, oddychającą konstrukcję. W środku znajduje się największy i najostrzejszy ekran na świecie o rozdzielczości 16K, który otacza widzów na 360 stopni.
Metallica nie po prostu zagrała koncert. Całkowicie zawładnęła przestrzenią. Od pierwszego akordu „Battery” sala zamieniła się w ciężki, potężny wszechświat: potwory, rozpadające się posągi, cmentarze, pustynne krajobrazy i klasyczne thrashowe momenty zespołu rozgrywały się tuż nad głowami widzów. Hetfield, Ulrich, Hammett i Trujillo wyglądali tak, jakby grali we własnym filmie, stworzonym specjalnie pod tę kopułę.
Rezydencja potrwa do marca 2027 roku i obejmuje 24 koncertów w formacie „No Repeat Weekends” — w każdy czwartek i sobotę zabrzmią zupełnie inne setlisty. To oznacza, że fani, którzy trafią na oba koncerty w jednym tygodniu, usłyszą na żywo praktycznie dwa różne albumy.
Sphere gościła już U2, Eagles i Dead & Company, ale metal zawitał do tej kopuły po raz pierwszy. I zawitał pewnie. Metallica udowodniła: nawet w najbardziej futurystycznej sali świata ciężka muzyka brzmi potężnie, szczerze i naprawdę epicko.

