Bitcoin jest wyceniany na około 64 300 dolarów, niczym statek, który utrzymuje kurs mimo przeciwnych wiatrów w postaci odpływów ze spotowych funduszy ETF. W ostatnich tygodniach inwestorzy instytucjonalni wycofali z amerykańskich funduszy miliardy dolarów, a sam BlackRock w ciągu pięciu tygodni zmniejszył swoje zaangażowanie o ponad 2,7 miliarda. Mimo to cena nie spadła poniżej kluczowych poziomów wsparcia, a w ciągu ostatniej doby odnotowała nawet skromny wzrost o około 1,5%.
Przyczyna tej odporności nie tkwi jedynie w specyfice rynku kryptowalut. Amerykańska Rezerwa Federalna podczas czerwcowego posiedzenia wycofała się z sugestii dotyczących łagodzenia polityki pieniężnej, natomiast Bank Japonii podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od 1995 roku. Kroki te zwiększyły presję na wszystkie ryzykowne aktywa, a Bitcoin, podobnie jak akcje, zareagował na zacieśnianie globalnej płynności. Gracze instytucjonalni, którzy jeszcze niedawno aktywnie wchodzili na rynek poprzez fundusze ETF, obecnie wolą realizować zyski lub przenosić kapitał do bardziej konserwatywnych instrumentów.
Jednocześnie na rynku utrzymuje się „ekstremalny strach”: indeks strachu i chciwości spadł do poziomu 24 punktów. Takie wartości często zwiastują odwrócenie trendu, jednak tylko pod warunkiem, że nastąpi po nich realne ożywienie popytu. Na razie otwarte pozycje na kontraktach terminowych pozostają stabilne, a stawki finansowania – neutralne. Sugeruje to, że duzi gracze nie spieszą się ani ze zwiększaniem dźwigni finansowej, ani z masowym zamykaniem pozycji krótkich.
Co ciekawe, równolegle z odpływami z tradycyjnych funduszy ETF pojawiają się nowe produkty. BlackRock uruchomił fundusz oparty na strategii „covered call”, obiecujący rentowność na poziomie 15–25% rocznie przy jednoczesnym zachowaniu znacznej części wzrostu Bitcoina. Takie konstrukcje pozwalają tradycyjnym inwestorom czerpać znany im „dochód” z wolatylnego aktywa, nie rezygnując całkowicie z potencjału wzrostowego. Tymczasem Japonia zrównała kryptowaluty z instrumentami finansowymi, co w perspektywie długoterminowej może ułatwić zaangażowanie instytucjonalne.
Dla przeciętnego inwestora sytuacja wygląda następująco: najwięksi gracze sprawdzają siłę swojej wiary w Bitcoina jako „cyfrowe złoto” w obliczu rosnących stóp procentowych i gospodarczej niepewności. Odpływy z funduszy ETF nie muszą oznaczać końca dobrej passy, lecz raczej przegrupowanie pozycji. Ci, którzy kupowali po niższych cenach, teraz częściowo realizują zyski, podczas gdy nowi nabywcy czekają na wyraźniejsze sygnały rynkowe.
W rezultacie Bitcoin pozostaje w wąskim przedziale cenowym, a każdy ruch zależy od komunikatów banków centralnych oraz tempa wyhamowania odpływów kapitału. Dla osób postrzegających kryptowaluty jako element portfela obecny moment nie jest sygnałem do paniki, lecz przypomnieniem: nawet najmodniejsze aktywa podlegają tym samym prawom płynności i ryzyka, co wszystkie inne.



