Co się dzieje, gdy dzieło sztuki przestaje być jedynie obiektem do kontemplacji i staje się interaktywnym partnerem w dialogu?
Właśnie to pytanie nasuwa się niespodziewanie podczas kontaktu z projektem Jacka White’a – „Ukelele Joe”, serią interaktywnych, chromowanych rzeźb zaprezentowanych na jego debiutanckiej wystawie Jack White: These Thoughts May Disappear w londyńskiej Newport Street Gallery. To pierwsza tak duża publiczna prezentacja jego twórczości wizualnej, która przez ponad 30 lat powstawała w zaciszu jego studiów i garaży.
Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z imponującą chromowaną rzeźbą w kształcie antropomorficznej postaci. Jednak jej prawdziwe przeznaczenie ujawnia się dopiero w momencie interakcji. Odwiedzający wystawę są zachęcani, by podejść do ucha rzeźby i wypowiedzieć kilka słów. Po chwili głos powraca – wzmocniony, zabarwiony echem i wydobywający się prosto z ust samego dzieła. Tak rodzi się niezwykły dialog między człowiekiem, przestrzenią a dźwiękiem.
Historia dojrzewająca latami
Postać Ukelele Joe towarzyszyła White’owi od wielu lat. Pierwsza wersja projektu została wykonana z gipsu i datowana jest na początek lat 2010. Już wtedy autora pociągała idea stworzenia szczególnej przestrzeni interakcji między człowiekiem a dźwiękiem – pragnął powołać do życia obiekt, który nie tylko odtwarza dźwięk, ale staje się pośrednikiem między głosem a jego odbiciem.
Z czasem koncepcja stawała się coraz bardziej złożona. Zespół eksperymentował z różnymi systemami wzmocnienia i konstrukcjami akustycznymi opartymi na tradycyjnym designie megafonów, szukając sposobów na to, by odpowiedź była bardziej żywa i wyrazista. Następnie zrodził się nowy pomysł: skoro głos powraca w chwili wypowiedzenia, dlaczego nie pozwolić mu podróżować w czasie? W ten sposób wewnątrz rzeźby umieszczono system oparty na efekcie Troika Delay – urządzeniu opracowanym przez Third Man Hardware (wytwórnię płytową White’a, założoną w 2001 roku) we współpracy z firmą JHS Pedals. Ten pedał efektów pozwala na dodanie do głosu opóźnienia i wielowarstwowego echa, co stwarza wrażenie dialogu z własną przeszłością.
Równolegle trwały prace nad fizycznym wcieleniem projektu: od wydrukowanej w 3D bazy, przez wielowarstwowe gruntowanie, aż po liczne eksperymenty z chromowaniem i poszukiwanie formy, która oddawałaby wrażenie technologicznego bytu z przyszłości. Stopniowo jednak stawało się jasne, że to wcale nie materiał, z którego wykonano rzeźbę, jest tu kluczowy.
Najważniejsze jest to, co dzieje się między nią a odbiorcą.
Głos jako materiał artystyczny
Większość dzieł sztuki istnieje niezależnie od widza. Obraz pozostaje obrazem nawet w pustym muzeum. Rzeźba pozostaje rzeźbą, nawet jeśli nikt nie zwraca na nią uwagi. Z Ukelele Joe jest inaczej. Bez ludzkiego głosu dzieło pozostaje nieukończone, uśpione. Dopiero obecność człowieka budzi je do życia.
Każdy zwiedzający wnosi do dzieła własną intonację, nastrój i unikalne słowa. Dlatego żadne doświadczenie interakcji nie powtarza się dwukrotnie. Jedna osoba recytuje wiersz, inna po prostu się śmieje, a jeszcze kolejna opowiada historię ze swojego życia. Za każdym razem rzeźba staje się czymś nowym.
W pewnym sensie materiałem artystycznym nie jest tu metal ani plastik.
Staje się nim ludzka obecność.
Echo jako lustro życia
W fizyce echo to odbita fala dźwiękowa, która powraca do swojego źródła. Kryje się w nim jednak także głęboki sens filozoficzny, który nie bez powodu rezonuje z ludzką intuicją.
Nieustannie wysyłamy w świat nasze myśli, słowa, uczucia i intencje – niczym fale rozchodzące się po kamieniu wrzuconym do stawu. Wykraczają one daleko poza moment swoich narodzin, dotykają innych ludzi, zdarzeń i przestrzeni, by pewnego dnia powrócić do nas w zupełnie nowej formie.
Czasami jako wsparcie. Czasami jako inspiracja. Czasami jako niespodziewane spotkanie. Czasami jako bolesna lekcja.
Praca Ukelele Joe czyni ten abstrakcyjny proces widocznym i dosłownie słyszalnym. Człowiek wydaje dźwięk i w tej samej sekundzie słyszy jego transformację. Głos przemierza przestrzeń, odbija się i nabiera nowej jakości, stając się jednocześnie znajomym i obcym. Można w tym dostrzec piękną metaforę samego życia.
Każdy z nas nieustannie tworzy własne echo – nie tylko głosem, ale i czynami, myślami, uważnością, stosunkiem do świata oraz wibracjami, które niesie w otaczającą go przestrzeń. Wtedy pojawia się proste, lecz głębokie pytanie: jaką wibracją brzmimy w tej właśnie chwili?
Ponieważ to właśnie tę częstotliwość przestrzeń może pewnego dnia odbić z powrotem – niekoniecznie w tej samej formie i niekoniecznie poprzez tych samych ludzi czy zdarzenia, ale poprzez współbrzmiący stan i pokrewną długość fali. Zupełnie tak, jakby życie stale prowadziło z nami niemy dialog w języku rezonansu i odbić.
Kiedy sztuka zaczyna słuchać
Najbardziej niezwykłą cechą Ukelele Joe jest fakt, że rzeźba ta nie domaga się podziwu. Nie prosi, by na nią patrzeć. Zaprasza natomiast do wejścia w prawdziwy dialog.
Większość dzieł sztuki przemawia do nas poprzez formę, kolor i kompozycję, pouczając swoją milczącą pięknością. To dzieło zaczyna od tego, że słucha. Czeka na twój głos. Zostało stworzone, by cię słyszeć.
Być może właśnie dlatego projekt wywołuje tak silny odzew emocjonalny u publiczności. Przypomina on zwiedzającym o zapomnianej prawdzie: twórczość to nie tylko zdolność do wyrażania siebie i wypuszczania swoich idei w świat. To także – a może nawet przede wszystkim – umiejętność słyszenia. Słyszenia innych. Słyszenia przestrzeni wokół siebie. I czasem, po raz pierwszy, usłyszenia samego siebie – takim, jakim się jest, ale usłyszanym poprzez odbicie.
Co to wydarzenie wniosło do brzmienia planety?
Patrząc szerzej, Ukelele Joe przypomina nam, że dźwięk to nie tylko fala fizyczna, którą można zmierzyć oscyloskopem. Dźwięk to obraz współzależności, język rezonansu, którym przeniknięty jest cały wszechświat.
Wszystko, co wnosimy do tego świata – każde słowo, każdy czyn, każdy gest dobroci i każda chwila gniewu – kontynuuje swoją podróż, by pewnego dnia powrócić do nas w nowym brzmieniu. Właśnie dlatego jakość naszego wewnętrznego dostrojenia ma tak ogromne znaczenie.
Im bardziej brzmienie człowieka zbliża się do stanu otwartego serca, wdzięczności, ufności i wewnętrznej spójności, tym łatwiej powstaje rezonans z otaczającym życiem. Wtedy świat przestaje być postrzegany jako zbiór przypadkowych zdarzeń i konfrontacji. Zaczyna on jawić się jako jednolite pole współzależności, w którym każda wibracja znajduje swój oddźwięk, a każdy głos zostaje wcześniej czy później usłyszany.
Starożytne tradycje i współczesne systemy wiedzy spotykają się w tym punkcie: świat nie jest martwym mechanizmem, lecz żywą, czule reagującą całością. Być może właśnie to wiele kultur nazywało Źródłem lub źródłem świadomości – przestrzenią, w której podział na podmiot i przedmiot zanika, a wszystko, co żywe, jest ponownie postrzegane jako część jednego nurtu życia, w którym każdy głos jest istotny, a każde echo ma znaczenie.



