Dziś dwie opowieści muzyczne, dzielone tysiącami kilometrów, niespodziewanie łączą się w jeden wspólny akord.
- W Japonii trio maya ongaku ukończyło pracę nad albumem Nothing Space Music, będącym owocem wieloletnich podróży po świecie. Jednak zamiast szukać inspiracji w nieustannym ruchu, muzycy postanowili się zatrzymać.
Na wybrzeżu Shōnan, tuż nad brzegiem morza i obok starożytnego chramu shintoistycznego, stworzyli własne studio – Nothing Space Studio.
To właśnie tam narodziła się płyta, którą artyści postrzegają nie jako zbiór utworów, lecz jako spójną przestrzeń dźwiękową.
U podstaw ich twórczości leży japońskie pojęcie 自然発生 (shizen hassei) – naturalna, spontaniczna manifestacja życia, w której to, co najważniejsze, nie rodzi się z wysiłku, lecz z gotowości do bycia tu i teraz.
Pierwszy singiel Astral Echoes staje się odzwierciedleniem tej idei – to muzyka, w której cisza i przestrzeń wybrzmiewają równie wymownie, co same nuty.
- Niemal w tym samym czasie brytyjski zespół The XCERTS wydaje swój szósty album zatytułowany i think i want to go home now.
Dzieło to powstało w następstwie trudnych doświadczeń życiowych członków grupy – rodzinnych strat, lęków i osobistych kryzysów.
Zamiast skrywać te przeżycia za głośniejszym brzmieniem, muzycy uczynili je integralną częścią swojej twórczości.
Powstała płyta nie tyle o powrocie do konkretnego miejsca, co o powrocie do samego siebie – tam, gdzie po najcięższych przejściach odzyskuje się zdolność odczuwania życia. Materiał ten zrodził się z wielkich strat, złamanych serc i czasu, w którym wydawało się, że sam wszechświat wystawia ich na próbę, sprawdzając, czy zdołają iść dalej.
„Zjednoczyliśmy się jak bracia i oparliśmy na Miłości…”
Tak o narodzinach swojego szóstego albumu mówią muzycy z The XCERTS – to dzieło piękne, szczere i, wedle ich własnych słów, nieco poturbowane przez życie.
Jednak po 25 latach wspólnej drogi artyści nie poszli w różnych kierunkach.
Stali się sobie bliżsi. Wspierali się nawzajem. Razem przeżywali ból. I przekuli go w muzykę.
Dziś nazywają ten album swoim najlepszym dokonaniem i proszą słuchaczy tylko o jedno – o znalezienie 34 minut i 56 sekund, aby wysłuchać go w całości, od pierwszej do ostatniej nuty.
To bowiem coś więcej niż zbiór piosenek; to opowieść o tym, jak w obliczu straty ludzie trzymają się razem. O tym, jak braterstwo staje się oparciem. I o tym, jak Miłość pozwala nie tylko przetrwać… ale i stworzyć coś prawdziwie żywego.
Na pierwszy rzut oka historie te nie mają ze sobą związku. Różne kraje. Różne tradycje.
Odmienne nurty muzyczne. Jeśli jednak wsłuchać się uważniej, zaczynają brzmieć w unisono.
I być może właśnie to staje się jednym z najpiękniejszych trendów w dzisiejszej muzyce.
Nie dążenie do skomponowania coraz bardziej złożonych dzieł, lecz pragnienie tworzenia muzyki płynącej z autentycznego doświadczenia.
Być może dlatego coraz więcej współczesnych albumów odbieranych jest nie jako kolekcja pojedynczych kompozycji. Lecz jako spójna podróż. Nie przez muzyczne gatunki.
Lecz przez wewnętrzną przestrzeń człowieka.
Jeśli ten trend będzie się rozwijał, być może czeka nas nie tylko nowy rozdział w historii muzyki. Ale i nowe zrozumienie faktu, że prawdziwa twórczość nie jest oddzielona od życia.
Staje się ona jego naturalnym przedłużeniem.
Być może najbardziej poruszające dzieła powstają nie wtedy, gdy artysta próbuje coś udowodnić światu, lecz wtedy, gdy pozostaje wierny temu, co łączy go z samym życiem.



