Bitcoin zdaje się być uwiązany niewidzialną nicią do cieśniny, przez którą przepływa jedna piąta światowej ropy: jego cena oscyluje wokół 64 200 USD, mimo że w zeszłym tygodniu spadała już poniżej 63 000 USD. Sygnały geopolityczne płynące z Teheranu i Waszyngtonu sprawiają, że rynek zamiera w niepewności.
W Szwajcarii rozpoczęły się negocjacje w sprawie trwałego zawieszenia broni między USA a Iranem. Jednocześnie Iran ponownie grozi zablokowaniem cieśniny Ormuz – szlaku, którego tymczasowe udrożnienie zaledwie tydzień temu obniżyło ceny ropy o blisko 9%. Rynek powrócił do punktu wyjścia, mierząc się z tym samym zestawem niewiadomych, które – jak się wydawało – zaczęły już znikać.
W rezultacie Bitcoin oraz inne główne kryptowaluty spędziły tydzień niemal bez żadnego ruchu. Ether zyskał 3,3%, Solana nieco więcej, natomiast Dogecoin pozostał w tyle. Główny aktyw cyfrowy wciąż znajduje się w tym samym przedziale, w którym spędził większość miesiąca, czekając na wydarzenia zewnętrzne, na które nie ma wpływu.
Zamknięcie cieśniny ponownie wywinduje ceny ropy w górę i prawdopodobnie pociągnie za sobą aktywa ryzykowne, w tym Bitcoina. Z kolei trwały rozejm zniwelowałby presję i otworzył drogę do wzrostów. Na razie jednak inwestorzy handlują nie tyle samymi monetami, co prawdopodobieństwem wystąpienia konkretnego scenariusza.
Dla przeciętnego inwestora nie jest to wiadomość abstrakcyjna. Środki ulokowane w kryptowalutach stają się zakładnikami decyzji podejmowanych tysiące kilometrów dalej. Portfel, który jeszcze wczoraj wydawał się „cyfrowym złotem”, dziś zachowuje się jak typowe aktywo obarczone ryzykiem, wrażliwe na dostawy ropy i ruchy dyplomatyczne.
Jak mówi stare bliskowschodnie przysłowie, „kto ma klucz do rzeki, ten ma i plony”. W dzisiejszym świecie takim kluczem stają się jednocześnie cieśniny morskie i aktywa cyfrowe.
Dopóki sytuacja wokół Ormuz pozostaje niepewna, Bitcoin będzie odzwierciedlał nie tyle wiarę w technologię, co lęk przed niestabilnością tradycyjnych rynków.



