Podczas szczytu w Kenii Francja ogłosiła plany inwestycyjne w Afryce o wartości 23 mld euro (ok. 27 mld dolarów), co natychmiast przyciągnęło uwagę obserwatorów śledzących zmieniające się priorytety Paryża na tym kontynencie.
Jak donoszą Euronews i AFP, deklaracja padła podczas spotkania z przywódcami kilku państw afrykańskich i obejmuje sektory infrastruktury, energetyki oraz technologii cyfrowych. Przedstawiciele francuskiego rządu podkreślili, że z łącznej kwoty 23 mld euro, 14 mld euro ma pochodzić bezpośrednio z Francji (z państwowych funduszy AFD oraz sektora prywatnego), natomiast 9 mld euro wniosą inwestorzy afrykańscy w ramach istniejących mechanizmów współpracy.
Decyzja ta wpisuje się w długą historię francuskiej obecności w Afryce, gdzie więzi gospodarcze od dawna splatały się z interesami politycznymi. W ostatnich latach Paryż mierzy się jednak z rosnącą konkurencją ze strony Chin oraz innych graczy, co wymusza rewizję dotychczasowych metod budowania partnerstw strategicznych.
Zgodnie z informacjami płynącymi ze źródeł, inwestycje mają być ukierunkowane przede wszystkim na projekty związane z odnawialnymi źródłami energii (4,3 mld euro), korytarzami transportowymi, sztuczną inteligencją (3,76 mld euro) oraz tzw. błękitną gospodarką (3,3 mld euro). Eksperci zauważają, że taki kierunek działań może pomóc Francji utrzymać wpływy w regionach, w których jej firmy tradycyjnie dominowały, choć ostateczny sukces zależy od faktycznej realizacji tych zobowiązań.
Afrykańscy uczestnicy szczytu wyrazili ostrożny optymizm, wskazując na konieczność przejrzystego dysponowania funduszami i uwzględniania lokalnych priorytetów. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę na potencjalne ryzyka wynikające z rosnącego zadłużenia oraz specyficznych warunków zapisanych w kontraktach.
Podsumowując, ogłoszony pakiet pokazuje, w jaki sposób światowe mocarstwa poszukują nowych form obecności na kontynencie, starając się zachować równowagę między zyskiem ekonomicznym a celami geopolitycznymi.



