Podczas wieczoru boksu w Dublinie miał miejsce epizod, który wyglądał tak, jakby ktoś przypadkiem przełączył transmisję sportową na komedię.
W pojedynku przeciwko Dave'owi Allenowi irlandzki pięściarz wagi ciężkiej Thomas Carty już w pierwszej rundzie znalazł się przy linach. Po ciosie stracił równowagę, przewrócił się przez nie i dosłownie wyleciał z ringu — prosto w przestrzeń przy stołach komentatorskich. Bokser wypadł z ringu po 92 sekundach od rozpoczęcia walki.
Widzowie jeszcze nie zdążyli otworzyć napojów, omówić pierwszej wymiany ciosów i wygodnie usadowić się w fotelach, a jeden z bokserów już opuścił miejsce akcji. Przy tym tak efektownie, że wyrażenie „wyleciał z walki” nagle stało się całkowicie dosłowne.
Carty otrzymał pomoc medyczną i nie był w stanie kontynuować pojedynku. Ostatecznie walkę uznano za nieodbytą — no contest.
Najśmieszniejsze jest tu oczywiście nie sama kontuzja, ale absurdalność sytuacji: długie przygotowania, wyjścia przy muzyce, prezentacja zawodników, napięcie na arenie — i po nieco ponad minucie wszystko już się skończyło.
Wydaje się, że niektórzy widzowie zdążyli tylko powiedzieć do sąsiada:
„No to teraz się zacznie!”
A to już się skończyło. 😄
Wyszło dosłownie:
wszedł na ring → otrzymał cios → wyszedł z ringu.
Tylko nie przez drzwi.
I chyba był to najszybszy sposób, aby pokazać publiczności, że w wadze ciężkiej czasem groźne są nie tylko ciosy, ale i sama geografia ringu.



