W MLB miał miejsce epizod, który wyglądał jak idealnie wyreżyserowana sportowa komedia.
Podczas meczu Milwaukee Brewers — Chicago Cubs 1 września zawodnik Cubs Michael Busch posłał krótką piłkę w lewą stronę boiska. I wtedy za nią jednocześnie ruszyło trzech graczy Brewers — Joey Ortiz, Cooper Pratt i Jackson Chourio.
Problem był tylko jeden.
Cała trójka uznała, że piłka należy do nich.
Po chwili zamiast ładnego auta powstało istne zamieszanie: zawodnicy zderzyli się z pełną prędkością, a piłka spokojnie spadła obok i zamieniła się w double.
Schemat tego epizodu był mniej więcej taki:
Ortiz: „Moja!”
Pratt: „Moja!”
Chourio: „Właściwie moja!”
Piłka: „No to po prostu sobie tu poleżę”.
Wyglądało to zabawnie, choć przez pierwsze chwile Brewers wcale nie było do śmiechu. Najbardziej oberwało się Cooperowi Prattowi i na boisko od razu wybiegli lekarze. Na szczęście cała trójka szybko doszła do siebie i mogła kontynuować mecz.
Jak w ogóle trzech profesjonalistów mogło się tak zderzyć?
Jest na to całkiem logiczne wytłumaczenie.
Mecz odbywał się na słynnym Wrigley Field w Chicago, gdzie bywa bardzo głośno. Ortiz po meczu przyznał, że gracze po prostu słabo się słyszeli.
I chyba najlepszą charakterystykę tego epizodu dał Christian Yelich. Powiedział, że sam nie raz trafił tam w podobny „zwierzyniec” przy łapaniu piłki.
Czyli problem nie polegał na tym, że nikt nie chciał wziąć piłki.
Wręcz przeciwnie.
Chcieli ją złapać dosłownie wszyscy.
A skończyło się wszystko świetnie
Najprzyjemniejsze jest to, że ta komedia nie kosztowała Brewers zwycięstwa.
Milwaukee odrobiło straty i wygrało mecz 9:4, przy czym Ortiz później jeszcze wybił dwupunktowego home runa.
Więc historia doczekała się idealnego sportowego finału:
trzy osoby jednocześnie pobiegły zrobić to samo, zderzyły się, straciły piłkę…
…a potem i tak wygrały.
I Ortiz po meczu sformułował główny wniosek wieczoru chyba najlepiej ze wszystkich:
dobrze, że wszyscy chcą łapać piłkę. Ale lepiej, żeby więcej tak nie robili. 😄


