Gala UFC 328 w Newark potwierdziła to, o czym od dawna szeptano w kuluarach MMA: Jarosław Amosow jest najbardziej niebezpiecznym „czarnym koniem” dywizji półśredniej. Jego zwycięstwo nad Joelem Alvarezem przez podduszenie w drugiej rundzie było jego drugą wygraną w oktagonie, ale pierwszą, która sprawiła, że czołowa piętnastka zaczęła się za siebie nerwowo oglądać.
Dlaczego styl „Dynamo” jest uważany za koszmar dla matchmakerów?
Odpowiedź tkwi w unikalnej symbiozie sambo bojowego i zapasów adaptacyjnych. Amosow nie tylko sprowadza rywala do parteru – on wręcz „anektuje” wolną przestrzeń. W starciu z Alvarezem Jarosław zaprezentował fenomenalną kontrolę, notując 6 udanych obaleń na 11 prób. Jego styl opiera się na nieustannej presji, w której każdy uchwyt odbiera przeciwnikowi szansę na oddech i regenerację.
Główną trudnością dla oponentów jest nieprzewidywalność jego przejść. Podczas gdy klasyczni zapaśnicy dążą do jednej konkretnej pozycji, Amosow nieustannie zmienia kierunki ataku, zmuszając rywala do błędów w defensywie. Alvarez, doświadczony specjalista od jiu-jitsu o długim zasięgu ramion, został całkowicie zneutralizowany właśnie dzięki tej „lepkości” Ukraińca.
Czy to jednak wystarczy, by włączyć się do walki o pas?
Waga półśrednia jest obecnie wręcz przeładowana talentami. Zajmując 14. miejsce w rankingu, Jarosław jest o dwie lub trzy głośne wygrane od walki o tytuł. Jego wiek (32 lata) oraz ogromne doświadczenie nabyte w Bellatorze pozwalają mu na szybkie pięcie się w górę. Prawdopodobnie jego kolejnym rywalem będzie ktoś z pierwszej dziesiątki – Gilbert Burns lub Vicente Luque.
Czy klasyczna szkoła sambo Amosowa poradzi sobie z atletyzmem czołowych amerykańskich zapaśników lub siłą uderzenia Szawkata Rachmonowa?
To kluczowe pytanie na rok 2026. Na razie jedno jest pewne: Jarosław odzyskał pewność siebie po jedynej porażce w karierze i wydaje się silniejszy psychicznie niż kiedykolwiek wcześniej. Jego pomeczowe pozdrowienia dla matki wygłoszone w oktagonie przypominają, że dla niego walki już dawno przestały być tylko sportem. To misja.



